Większość kręconowłosych walczy z tym samym - odstającymi kosmykami i szorstką strukturą włosów. Ten problem nie omija również Mileny. Loki z natury są dużo bardziej suche. Dlatego najważniejszą sprawą dla naszej testerki jest wygładzenie struktury pasm. "Chcę, aby wreszcie stały się miłe w dotyku. Zależy mi także na ujarzmieniu licznych baby hair, które ostatnio rosną u mnie jak szalone, ale przez to tworzą też aureolę, która nie wygląda estetycznie. W dodatku włosy puszą się u nasady, przez co wyglądają na sfilcowane", tłumaczy Milena.
Oprócz oczywistych korzyści wiążących się ze sposobem nakładania, maska powinna również zapewnić włosom Mileny równowagę nawilżenia, wzmocnić je i zabezpieczyć przed łamliwością. Od grudnia 2019 roku nasza dziennikarka stosuje metodę mycia włosów OMO i zdarza jej się czyścić skórę głowy odżywką lub maską, zamiast szamponem. Dlatego te bardzo łagodne detergenty użyte w masce Gliss ją ucieszyły, bo to oznacza dodatkowe możliwości podczas testowania. "Mam tendencję do reakcji alergicznych - swędzenie skalpu, zaczerwienienie, łupież - a w tym przypadku nic takiego nie miało miejsca. Produkt dobrze oczyścił skórę głowy, a włosy wydawały się nawet bardziej odbite od nasady", opowiada nam Milena.
Konsystencja maski przypomina delikatnie rozwodniony budyń. Nie przelewa się jednak przez palce, jest w miarę zwarta i dzięki temu dobrze rozprowadza się na włosach. "Za każdym razem podczas mycia dodatkowo wczesuję maskę grzebieniem lub szczotką, aby ją jeszcze lepiej rozprowadzić", dodaje dziennikarka.
Najlepiej w przypadku Mileny sprawdziło się stosowanie maski na drugie "O", czyli w formie odżywki do spłukiwania. Ponieważ zawiera bardzo dużo emolientów, wszystkie składniki, które wcześniej dostarczyła włosom, zostały dobrze zamknięte pod ochronnym płaszczem. W takiej konfiguracji jej włosy są najlepiej wygładzone, dociążone, a puch jest okiełznany.